Fotolia_yes

Jeszcze słowo o JOW-ach.

Czy JOW-y mogą być receptą na naprawę życia politycznego w Polsce? Szczerze wątpię

Układ politycy-dziennikarze – o którym pisze Maciej Jesiołowski – istnieje głównie dzięki zapotrzebowaniu mediów na emocje, które przyciągają publiczność. Politycy zaś chętnie to wykorzystują by wzmacniać swój przekaz. Granie na emocjach dotyczy wszystkich rodzajów mediów – nie tylko telewizji. Przecież emocje jakie ujawniają się w Internetowych komentarzach jeżą włos na głowie. Dlatego to, że część widowni odsuwa się od TV nie znaczy, że uwolni się od emocji wywoływanych przez przekaz medialny. A jeżeli się uwolni to może to skutkować całkowitą obojętnością na życie polityczne i brakiem zaangażowania – choćby w wybory.

Ale przecież JOW-y nie rozwiążą problemu nadużywania przez media gry na naszych emocjach.

Nie rozwiążą też zależności partia – poseł. Nadal kandydatów na listy będzie wyznaczał Prezes lub w najlepszym wypadku kilkuosobowe grono decydentów. To oni decydują o namaszczeniu kandydatów. Paradoksalnie mechanizm JOW-ów może uruchomić jeszcze większe uzależnienie od Prezesa. Dziś największe partie zgłaszają na listy około 900 osób. Sam fakt wpisania na listę, nawet na miejsca „niebiorące”, jest docenieniem działacza, daniem mu szansy na wygraną nawet z ostatniego miejsca. W JOW-ach wyznaczamy najwyżej 460 kandydatów, reszta nie ma szansy nawet na spróbowanie swoich sił w kampanii. Walka o zaistnienie w oczach prezesa będzie jeszcze bardziej zażarta, bo pula potencjalnych miejsc do obsadzenia będzie mniejsza.

Mówienie o możliwości uniezależnienia się posłów od partii czy zwiększenie wpływu szeregowych posłów na władze partyjne to abstrakcja. Pokusa pieniędzy i prestiżu oraz realnych wpływów jakie posiada poseł jest na tyle silna, że tylko nieliczni są gotowi zaryzykować konflikt z grupą decydującą o miejscach na listach w kolejnych wyborach. Większość pozostanie wierna i uległa po to by mieć szansę kandydowania w następnych wyborach pod szyldem partyjnym.

Możliwość kandydowania niezależnych posłów brzmi kusząco ale co nam przyniesie sejm złożony z 460 niezależnych posłów? Praktyka polityczna krajów gdzie JOW- y działają pokazuje, że partie polityczne nie zaginęły; nowe partie wcale nie powstają łatwiej ani nie zdobywają łatwiej  miejsc w parlamentach. A media, również tam, karmią się sensacją i konfliktem politycznym.

Oczywiście do oceny JOW-ów nie wystarczy samo hasło JOW. Ważna jest ordynacja wyborcza.

Ordynacja wyborcza czyli:

– ile podpisów musi być aby zgłosić kandydata – 2000 tak jak dziś dla senatorów czy może 400 – 500 bo okręgi wyborcze prawie pięć razy mniejsze czy może 10 jak proponuje Ruch Obywatelski na rzecz JOW? Chyba 10 to jednak trochę za mało.

– jak ustalamy wynik. Oczywiście najlepiej jak najprościej czyli wygrywa w pierwszej (i jedynej) turze ten kto zdobędzie największą liczbę głosów? Ale 67 000 uprawnionych do głosowania w okręgu, przy 40% frekwencji, to 27 000 oddanych głosów. Jeżeli mamy czterech kandydatów to 6800 głosów może zapewnić zwycięstwo a jeżeli tych kandydatów będzie 8 i głosy rozłożą się w miarę równo to nawet 3500 głosów to już mandat poselski. Czy nie otwiera to drogi dla różnej maści oszołomów, lokalnych mafii i temu podobnych?

– jak z finansowaniem kampanii wyborczej? Tylko z własnych środków (plus kaucja przy zgłoszeniu się kandydata) jak proponuje Ruch Obywatelski na rzecz JOW? Oznacza to faktyczny wyborczy cenzus majątkowy. Tylko ci, którzy mają własny majątek lub są w stanie pozyskać majętnych sponsorów będą mieli bierne prawo wyborcze. A do tego dochodzi możliwość uzależnienia posła od darczyńców.

Nie są to wydumane wątpliwości .

Też czuję, że wielu z nas pragnie zmiany. Wierzymy, że jak dokonamy jakiejś radykalnej zmiany prawnej to zmieni się również klasa polityczna.

Czy wprowadzenie JOW-ów doprowadzi nas do lepszej rzeczywistości politycznej? Jestem sceptyczny ale w referendum jednak zagłosuje za JOW-ami.